Okrzei 26 M. Banaszak„WIELKIE LIZANIE”

 

“Podobno rozmiar nie ma znaczenia. Jednak w grafice skala decyduje o wszystkim. Obraz powiększony do wysokości czterech kondygnacji ma siłę rażenia zgodną ze swoim rozmiarem. Grafika może spokojnie spoczywać w szufladzie, wisieć nad kanapą, lub urozmaicać smętne wnętrza biurowe. Gdy wychodzi na ulicę, przeobraża się w boksera, który powala jednym ciosem między oczy. Albo też staje się poetą, którego delikatnie wskazuje na rzeczy proste i codzienne. Są piękne i mocne. Otwórzmy oczy. Rozejrzyjmy się.”

 

 

Marta Banaszak jest doktorantką na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie (praca przygotowywana pod kierunkiem dr hab. Rafała Kochańskiego). W 2007 obroniła dyplom magisterski w pracowni grafiki artystycznej Prof. Rafała Strenta. Wcześniej, w 2002 r. uzyskała tytuł magistra na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Społecznych UW. W latach 2003-2006 odbyła artystyczny staż na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu w Damaszku, w Syrii. Dzieciństwo spędziła w Algierii, gdzie rodzice byli wykładowcami na Politechnice.

 

Zajmuje się grafiką artystyczną (głównie w technice linorytu), malarstwem. Organizuje wystawy promujące grafikę, spełnia się w dydaktyce. Jest współtwórcą Stowarzyszenia Twórców Grafiki Artystycznej KISSPRINT. Trzy grafiki z cyklu dyplomowego „Polacy” znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie. Prace także w zbiorach Muzeum ASP w Warszawie, we Włoszech, w Muzeum Narodowym w Damaszku w Syrii. W 2012 roku grafika z cyklu „Figuracje” zdobyła Nagrodę Roku Dyrektora MCKiS  w konkursie „Grafika Warszawska” Galerii TEST. Doktorski cykl graficzny oparty jest na ornamentyce architektury islamskiej. Specyficzny styl dekoracyjny budownictwa z czasów Imperium Osmańskiego zwany ablaq oraz inspirowana geometrią sztuka Islamu zostały przetworzone na potrzeby indywidualnego, uproszczonego języka. Pozbawione kontekstu wydają się formami trudnymi do sklasyfikowania i umiejscowienia w czasie.

 

 

O własnej twórczości:

Sztuka nie zna ograniczeń. To obszar absolutnej swobody. Dlatego jestem artystą. Od kompletnej kompromitacji, po międzyplanetarny sukces. Wszystko dozwolone i wszystko może się zdarzyć. Każda kolejna praca jest niespodzianką, nie wiem co przyniesie nastepny dzień. Jestem ciekawa własnej twórczości, było już tyle wolt i zwrotów akcji. Ważne jest by zachować czujność na rzeczywistość. Grafika służy mi do jej opisywania i komentowania.

www.martabanaszak.pl

 

Sztuka w mieście

„Artystę cechuje przemożna chęć wypowiedzi. Egocentryzm oraz przekonanie, że jego głos jest ważny, jest motorem napędowym jego działań. Upublicznienie dzieła jest momentem sprawdzianu. Publiczna konfrontacja jest kulminacją całego procesu twórczego. Sztuka która opuszcza pracownię, „szufladę” jaką jest dziś często twardy dysk komputera, i trafia do przestrzeni miejskiej, jest wernisażem i wystawą na wielką skalę.

Stworzona zostaje wyjątkowa sytuacja dla artysty: wreszcie jego przekonania, wizje, hasła mogą być wykrzyczane przez megafon. Sztuka w mieście to wizualny Hyde Park. Można zostać wysłuchanym, można zainspirować miliony, można dostać zgniłym pomidorem.

Nasza grupa podejmuje to ryzyko i to wyzwanie. Mądrość mediów, jeżeli takowa istnieje, mówi, że „nieważne jak, byleby mówili”. Jeżeli przedmiotem sprawy jest grafika artystyczna, a miejscem jej prezentacji fasady świetnie zlokalizowanych warszawskich kamienic, to dyskurs ten będzie trzymał poziom.

Mieszkańcy skonfrontowani ze sztuką mogą ją przyjąć, odrzucić lub zacząć dyskutować. Nas interesuje przede wszystkim to ostatnie. Nie głaskanie, klepawanie po plecach i zapewnienia o własnej wspaniałości, ale debata o tym, czy można zmienić, poprzez ingerencję artystyczną, charakter naszej stolicy. Mamy świadomość, że skutki naszych działań będą długofalowe. Potrzebny jest jednak dystans czasowy, odejście, przetrawienie tematu. Paryż wielokrotnie podejmował to ryzyko, oddając artystom we władanie place, budynki w najbardziej prestiżowych, zabytkowych, a więc ryzykownych lokalizacjach. W pewnej mierze to sztuka uświetnia tamtejsze prezydentury, a nie odwrotnie. Dziś wiemy, że ten mariaż się sprawdza, a nawet się opłaca.

Warszawa bywa nazywana „miastem bez kontekstu”. Architektoniczna niespójność, rozedrganie, pewna dzikość serca jej mieszkańców, sprawia, że jest ono wyjątkowe, chłonne, w ciągłej przemianie. Może to sztuka współczesna stanie się jej nowym spoiwem.”